RSS
 

Z masakrą do przodu + mechanizm uzależnienia

17 sie

Poprzedni post pełen nienawiści do samego siebie… wszystko zrzucone na Państwo. Taką w tamtym momencie wymyśliłem sobie historię. To tak samo jak z tym że codziennie mam nowy sposób na życie. Nic nie jest stałe, jeden wielki miszmasz emocjonalny. Mógłbym usunąć poprzedni post bo patrząc trzeźwym sobą po części się z nim nie zgadzam, pozatym stwarza wiele kontrowersji ale tego nie zrobię, nawet jak jest to głupie to sam kiedyś na to spojrzę i powiem „Boże, jaka wtedy była masakra”. Ciągłe przechodzenie z jednaj szali wagi na drugą.
Nienawiść do systemu, a to że biorę to dwie osobne rzeczy. System był czynnikiem zapalającym bombę… której nie udało mi się rozbroić. Za co jeszcze bardziej nie lubię tego co się tutaj w kraju dzieje, ale bardziej jestem zły na siebie ze poleciałem przez taką błachostkę jak oszustwo ze strony Państwa… przecież każdy cierpi… każdego skubają… jestem jednym z wielu których w urzędzie miasta jakaś Pani oszukała i ma przez to problemy natury sądowej.

Piszę to wszystko.. nawet te posty kompletnie oderwane od rzeczywistości jak poprzedni, bo tak w danym momencie myślę. Pewnie jeszcze nie raz nie dwa dodam coś kompletnie przeciwnego od tego co np. pisałem kilka dni temu. Tak ma być… tak jest. Piszę co mam w głowie podczas próby odstawiania, a tam jak w mikserze.

A jak z ta próbą?
Jest po części zwycięstwo! Zrobiłem jak w poprzednim poście pisałem, wydłużyłem teraz okres trzeźwości do całych dwóch dni! Sukces!

I tutaj niestety zaczęły się problemy… jak w poprzednim poście wkurzałem się na to że w ogóle nie odczuwam skutków odstawienia tak dzisiaj…

8:00 – otwieram oczy,  chyba jestem w na basenie? po części tak, pływam we własnym pocie, w brzuchu kręci, w żołądku na wymioty, nie wiadomo z czym pierwszym pobiec do toalety… ale tak trzeba do niej dojść, coś nie gra… nogi nie grają, bolą… strasznie bolą, o Boże jaki to jest ból!…. każda jedna komórka nóg cierpi, uczucie podobne do tego jak ścierpną nogi, tylko 1000x mocniejsze i na obszarze całych nóg. Obrócenie się w łóżku pomaga. O tak! Przeszło! 5 sekund później wszystko wraca, trzeba się obrócić na drugi bok, ale boli też głowa, z każdym obrotem coraz mocniej. Nie da się leżeć, nie da się wstać, nie da się siedzieć, w każdej pozycji źle, każdy ruch pomaga na nogi ale głowa coraz bardziej boli, nie mogę przestać się ruszać, bo jak przestanę cierpię, kiedyś ktoś ten etap odstawiania nazwał „zaczyna się zapie$%^&anie na niewidzialnym rowerze 24/7″. Trochę tak było… Agonia, co robić? Brać? Próbować wytrzymać? Kurde jeszcze trochę do końca dnia… potem jeszcze jeden prawdopodobnie jeszcze gorszy od dzisiejszego a potem wolność. Już z godzinę dzisiaj wytrzymałem dam radę, a mamie powiem że źle się czuję. Patrzę na zegarek 8:03. Czas zatrzymał się w miejscu, wszystko przestało mieć znaczenie.

Nie wytrzymałem… wziąłem chyba po 20 minutach już nie dałem rady… pierwszy raz w życiu doświadczyłem czegoś takiego. Spełniła się moja prośba z poprzedniego postu… prosiłem o to żeby kodeina w końcu mnie zeszmaciła… i chyba to się stało.

Te dwa dni wytrzymałem dzięki temu panu i jego live:

Krzysztof Liegmann Live 

Mówi o takich prostych rzeczach… że znalazłem wczoraj siłę…. by nie brać… dzisiaj również tą siłę zbiorę na kolejne dwa dni… wierzę w to że katując się tak objawy co te 2 dni będą coraz mniejsze… aż w końcu będę mógł pisać posty w które szczerze wierzę, które nie będą miksem wszystkiego i niczego.

Powyższy live polecam każdemu, niesamowity człowiek! W kierunku odstawienia to zacząłem też kilka dni temu medytować. Oczyszczać się energetycznie szałwią, znalazłem swój stary kamień mocy ametyst. Który sam mnie kiedyś znalazł, ale to historia na inny wpis.

Pozdrawiam!

Ps.
~greenzoe - dzięki za komentarz do poprzedniego trochę mnie otrzeźwiło ;)

Ps. 2 MECHANIZM UZALEŻNIENIA
Dodałem pierwszy wpis o Mechanizmie uzależnienia w zakładkach u góry -> CLICK
Dużo nie ma bo temat bardzo ciężki do opisania, ale pierwszy krok w kierunku tego żeby było to zrozumiałe już zrobiony ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Teraźniejszość

 

Nienawidzę polski!!! + opis dnia

15 sie

Powoli zaczynam zauważać że powinienem wrócić na terapię… ale ja mam taki problem że nie mogę! W moim krótkim życiorysie pod zakładką „O mnie” jest informacja na samym końcu że poleciałem znowu bo oszukali mnie w urzędzie miasta. Tak! Kazali mi przynieść papiery że skończyłem terapie i że jestem trzeźwy… tylko że mój terapeuta powiedział że mi takiego czegoś nie wystawi bo on za mną nie chodzi, wcześniej nie prosiłem i takiego czegoś nie wystawi.. bo nie… on ma obowiązek prawny… ale i tak mi nie wystawił.. (jakiś tam kruczek prawny)… przez co zabrali mi prawko… i straciłem kilka tysięcy złotych. Nie wytrzymałem tego że chodziłem rok na terapię, walczyłem o siebie a mój terapeuta nawet zaświadczenia mi nie wystawił. W związku z tym w urzędzie miasta uznali mnie za ćpuna (mimo że byłem trzeźwy ponad rok czasu) zalecili kontynuować terapię bo jestem uzależniony -> decyzję wydała gruba stara urzędomiejskowa służbistka z okularami +15…. Po tej sytuacji nie wytrzymałem i poleciałem do apteki… i do teraz to się ciągnie. Oszukuję teraz wszystkich że jest ze mną ok… tylko żeby oddali mi prawko. Jak pójdę na terapię… okaże się że oszukuję… więc pokrótce jestem w dupie!

Poleciałem ponownie przez jebany polski system! Przepraszam za wyrażenie ale od tego ponownie się wszystko zaczęło. Wiele się moi o tym że system gnoi ćpunów i narkomanów! Tak jest… nawet jak już byłbym 10 lat trzeźwy gdy przychodzi co do czego… jestem na samym końcu… jestem gnojony i niszczony przez prawo… a potem ludzie wracają do ćpania… Jak nie wrócić kiedy we własnym kraju wszędzie jest się na końcu… Nawet jak walczysz i wygrywasz… ich to nie obchodzi! Mają cię za gówno i narkomana. Stare grube służbistki siedzą tam i od nich zależy twoje życie, patrzą na papierek widzą „były narkoman”… no to na koniec kolejki o mieszkanie.. na koniec o odszkodowanie… na koniec wszędzie!

NIENAWIDZĘ TEGO KRAJU!!! MOIM MARZENIEM JEST WYJECHAĆ ZA GRANICĘ!!! TEN KRAJ WYNISZCZA MNIE I MOJE ZDROWIE, PRZEZ CO CIERPIĘ JA I MOI NAJBLIŻSI!!!

TUTAJ GNOJĄ CZŁOWIEKA… JEST SIĘ NA SAMYM KOŃCU ZAWSZE I WSZĘDZIE… jak potem nie polecieć? Jestem wkurzony na ten cały ustrój bo to przez te całe polskie gówno znowu poleciałem!

Może kogoś obrażam.. ale takie moje zdanie… NIENAWIDZĘ TEGO KRAJU!!!!!

Pisałem chaotycznie, jak by ktoś czegoś nie rozumiał czemu zabrali mi prawko itp. to odpowiem ale z wielką NIE chęcią. Chcę mówić o tym jak najmniej…. bo to jest sytuacja przez którą poleciałem… ciąży mi ona na sercu i całą złość przerzucam na Polskę i mam ku temu powód, mam nadzieje że wystarczająco ją opisałem… bo nie chce wracać do tego myślami… chociaż już wróciłem i zobaczcie ile nienawiści!!!

Marzę o tym żeby jak skończę studia wyjechać do Dubaju :(

 

 


A teraz tak spokojniej:

Ogólnie wiele dzisiaj do mnie doszło… tego złego.. niepozytywnego… bo pisałem ten artykuł o mechanizmie uzależnienia, o jego fazach, co przypomniało mi w jakiej jestem dupie.

Zapomniałem sam jak bardzo ten cały mechanizm jest zdradziecki… pisząc o tym przypomniałem sobie to. Stąd poniższe przemyślenia i smutno, bardzo smutno, nie wiem w co mam ręce włożyć? Ile człowiek jest w stanie wytrzymać wpadek? Gdy to się działo takie ukryte, gdy o tym nie pisałem, ani nikomu nie mówiłem to było spoko.

Zacząłem prowadzić ten blog i zaczynam zauważać jak bardzo jest ze mną źle… boję się o przyszłość, naprawdę boję się :(

Dzisiaj czytam poprzedni wpis i widzę że próbowałem wmówić sobie nieistniejące… Prawdą jest że wczoraj złamałem się i raczej nie ma w tym żadnego kroku naprzód… jak to próbowałem sobie wmówić wczoraj, dzisiaj znowu się złamałem bo tak źle się czułem… ehhh… szkoda gadać… dzisiaj przynajmniej już nie szukam w tym „pójścia na przód”. Z tym odstawieniem trzeba się wstrzelić w „brak objawów” tak jak miałem te 3 dni temu… to był idealny moment… czemu nie wytrzymałem? To był naprawdę idealny moment! :( bo nic nie bolało, szło jak po maśle.
A dzisiaj? Ledwo co siedzieć mogę.

Hehe, polecam przeczytać wczorajszy wpis jeszcze raz i zobaczyć ile w tym naiwnego tłumaczenia… najlepsze że to nie było pisane żeby wam wytłumaczyć tylko ja to sam sobie tłumaczyłem… sam siebie oszukiwałem, a robiłem to na forum bo sam w to nie wierzyłem.

Dzisiaj do mnie to doszło… a agonii bólu głowy z nieprzespanej nocy wziąłem ponownie//jakoś trzeba sobie wytłumaczyć. Nie wiem co o tym myśleć, nie wiem CO MYŚLEĆ?
Skoro sam siebie tak potrafię oszukiwać… gdzie i jak znaleźć ten złoty środek…
Zostało mi niewiele pieniędzy na koncie, spróbuję to wykorzystać.

Nie proszę was o radę, bo to i tak nic nie da… to jest walka samego ze sobą, patrzę na ta kilka postów wstecz i widzę te skrajności o których piszę od początku.

Chyba nie pozostaje mi nic innego jak po prostu próbować… aż zaskoczy? I wierzyć że zaskoczy?

Z przeszłości wiem że w końcu zaskoczy, ale żadnych obietnic… bo przez takie obietnice które potem się złamie człowiek czuje się do dupy (co przeczy temu co pisałem post wcześniej… wtedy próbowałem oszukać samego siebie).

 

 
 

Wojenki, bitwy, wojna

14 sie

Chciałem wczoraj napisać jak zajebiście mi szło… bo przez CAŁY dzień nic nie wziąłem (a plan był 2×10 tabletek)… i wtedy zacząłem pisać post o tym „jak to nie dobrze że tak łatwo mi idzie”… inni ludzie z takim stażem, a nawet mniejszymi dawkami mieli by lanie z każdego otworu ciała… i koniec świata… przez trzy dni w bólu i agonii… mnie znowu nic takiego nie spotkało.

Pomimo zmniejszania dawek SZCZERZE wierzyłem w to że chociaż trochę mi ten nałóg da popalić tak żeby w końcu mi się go odechciało… mam urlop… byłem gotowy na to… żeby cierpieć.
Ktoś pomyśli masochista… ale TAK CHCIAŁBYM ŻEBY MNIE ODSTAWKA ZESZMACIŁA!
np. byłem uzależniony kiedyś od takiej substancji gbl (skuteczny i zdrowszy zamiennik alkoholu, przez co uzależnia dużo szybciej)… przez to że nie ma kaca, i działa lepiej człowiek dużo szybciej popada w nałóg po takim środku, co w ostateczności prowadzi do uzależnienia fizycznego… czyli przy odstawce dużo mocniejsze delirium alkoholowe niż po samym alkoholu. To mi dało tak w dupę że na samą myśl… nawet nie mam o tym myśli… bo to co to ze mną zrobiło na odstawce tego nie da się opisać.

A tak to było źle ale na poziomie takiego słabego kaca po 2 piwach… te odstawienie było na tyle słabe że mnie koło (Uwaga!) 4:30 rano ścięło, w głowie znalazłem więcej plusów na branie… i znowu wziąłem… nawet pisałem tutaj posta o tym jakie to kodeina ma plusy…. masakra jak to potrafi namieszać w głowie. Baaaardzo przed wzięciem trzymała mnie myśl że to już aż ponad CAŁY JEDEN DZIEŃ bez nawet jednej tabletki (brzmi to śmiesznie ale dla mnie to wyczyn!). Co nie zmienia faktu że niestety wziąłem…

Tak trochę smutno i złamałem obietnice. Nie rusza mnie to bo obietnice w nałogu to bajka… ale jak się udaje to jest 3 razy przyjemniej.

Do czego zmierzam?

A no do tego że poprzednio jak odstawiałem to tego typu akcje to było końcowe stadium odstawki… czyli wytrzymany dzień bez brania -> wpadka -> ponad dzień -> wpadka -> dzień i 2/3 -> wpadka (a może świadomy wybór?) -> 2 dni -> wpadka -> 3 -> wpadka ->WOLNOŚĆ

Tak to jest masochizm… bo z każdym wzięciem po zejściu jestem prawie w sytuacji wyjściowej, czyli totalne rozstrojenie i inne odstawienne bajery.

ALE WIERZĘ I CZUJĘ ŻE WCIĄŻ DO PRZODU POMIMO WPADEK i tego że dzisiaj bardzo odczuwam tą wpadkę fizycznie… chociaż to raczej przez to że nie spałem w nocy nawet jednej godziny… to co wziąłem weszło mi tak mocno że bałem się zasnąć… myślałem że się uduszę we śnie, i prawie dostałem ataku paniki.

Więc hmm? kolejna obietnica? próbujemy tak że dzisiaj na noc nie biorę -> jutro cały dzień i całą noc… a potem zobaczę czy będę mieć na tyle silnej woli żeby wytrzymać dłużej… ale cel: cała noc + cały dzień + cała noc bez żadnych tabletek.

Dla ludzi którzy nie wiedzą… zmieniłem trochę taktykę… poprzednio chciałem zejść z 2×20 tabletek na 2×10 tabletek. Ale właśnie wczoraj okazało się że zszedłem do ZERA i nie ma źle więc odpuszczam ten etap 2×10… a przechodzę do tego masochizmu powyżej… Nie ma złotego środka trzeba kombinować na bieżąco, te kombinowanie z jednej strony na pewno jest ściemą mózgu na to żeby pobrać sobie jeszcze trochę więcej… ale z drugiej strony oduczam się powoli nawyku brania przez mniejsze dawki/dłuższe przerwy(jeden z mechanizmów uzależnienia -> w trakcie pisania, niestety w pracy ostatnio miałem bardzo dużo, teraz wolne więc na pewno coś się urodzi ;)

A tak ogólnie to ćwiczę programowanie razem z tymi kursami co kupiłem i to bardzo pomaga ;)

 

Dzisiaj popołudniu start!

12 sie

Szybka edycja wpisu ;) -> dodałem informacje o tym co będzie można znaleźć na moim blogu po zakładką Przeczytaj zanim cokolwiek zrobisz!

Tak… dzisiaj popołudniu: po pierwsze schodzę na dawkę 10… czyli wracam do normy, a kolejne dni… co najmniej dwa muszę na dawce 10 żeby się ustabilizowało, potem będę schodzić po 2 tab na dzień…. to będzie ciężkie… niesamowicie ciężkie.. nie pod względem fizycznym (chociaż nie wiem… bo może się okazać że będzie rzyganie i inne 100% objawy odstawienia opiatów które można wyszukać w google, a nie chcę obrzydzać nikomu dnia).

Sam w to że się uda trochę nie wierzę bo to nigdy nie wiadomo jak ten nałóg następnym razem może namieszać mi w głowie żebym znowu wziął… ALE MUSZĘ TO ZROBIĆ… myślę o swojej przyszłości o tym jak może być pięknie. Przypominam sobie jak kiedyś medytacja i silna wiara we własne przekonania mi pomogły… zamierzam do tego wrócić. Znowu spotkać się w jakimś kręgu medytacyjnym, zacząć czerpać energię ze świata i ponownie zwiększać poziom swoich wewnętrznych wibracji. Kto praktykował medytację, zna temat czakr i energii zrozumie o co chodzi ;)

Marzę o tym żeby znowu poczuć ten spkój ducha, walczę już tak długo, chcę żeby to się w końcu skończyło. Dzisiaj zaczyna mi się urlop, kupiłem 4 różne kursy z programowania żeby móc się wciągnąć w coś co kocham. Proszę Boga o wsparcie. Tak, wierzę w Boga lecz ten Bóg jest moim wyobrażeniem Boga, nie pasuje do żadnej religii, a jednocześnie wpasowuje się we wszystkie, kiedyś o tym więcej napiszę. Lecz narkotyki odebrały mi tą wiarę… a raczej przez nie bardzo cofnąłem się na drodze ku światłości.

UWAGA! CO DO WPISU O MECHANIZMIE UZALEŻNIENIA

Myślałem że da rade szybko napisać taki artykuł. Jednak temat jest na tyle obszerny (a korzystam głównie z własnej wiedzy) że zebranie wiedzy w logiczną całość zajmuje bardzo dużo czasu, a na razie jest to tylko wstęp!
Jestem w trakcie jego pisania. Będzie to temat -> Fazy uzależnienia
O mechanizmie napiszę w następnej kolejności bo myślę że nie ma co zaczynać od środka, ale jestem w trakcie pisania. Za niedługo dodam całą taką kategorię i stronę u góry ze wszelkimi informacjami. Stworzę swego rodzaju kompendium wiedzy na podstawie własnych doświadczeń. Pewnie bardzo długo zajmie pisanie tego, ale będzie to spełniać to czemu założyłem ten blog, dla innych i dla siebie. Inni może coś z tej wiedzy wezmą, a ja napewno będę z tego czerpać w razie nawrotu, gdy już kiedyś odstawię!

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Teraźniejszość

 

Kolejna obietnica

10 sie

W pracy bardzo dużo teraz się dzieje, nie mogę sobie pozwolić na jakiekolwiek poczucie zmęczenia nałogiem… niestety tak bywa… że człowiek próbuje odstawić przychodzi ciężki okres w pracy i nie ma szans żeby próbować, bo przecież trzeba mieć siły by pracować…. było dobrze… niestety biorę więcej, tłumaczę sobie i obiecuję że tylko przez te dwa dni, bo od piątku mam urlop i wtedy jest mój czas…. mój czas na koniec z nałogiem… teraz tłumaczę sobie branie więcej… trudnościami w pracy… pewnie to tylko sztuczka umysłu… by te kilka dni wziąć znowu więcej.

Lecz faktem jest to że zaczyna mi się urlop i co by się nie działo w te dwa tygodnie ODSTAWIAM definitywnie!
Skończyć w pracy to co teraz się tam dzieje, przeżyć te głupie wpadki ale jak bardzo bym nie wpadał w czasie urlopu koniec i kropka!…

Chcę wierzyć że się uda ;/ Prawdopodobnie nawet pieniądze przeleję znajomemu…. tak bardzo chcę z tym skończyć…

Dzisiaj po pracy postaram się napisać jakiś większy artykuł o mechanizmie uzależnienia. By przedstawić co steruje ludźmi do takich a nie innych powtórek… to będzie się tyczyć każdego rodzaju nałogu.. czy to chodzi o zakupy, nadmierne jedzenie, papierosy, hazard i inne. Czasami nawet ludzie nie wiedzą że są uzależnieni, a dziennie nieodparcie np. muszą coś „kupić”, niewinną drobnostkę w sklepie… ale o tym później.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Teraźniejszość

 

Rozstrojenie

08 sie

Jak już pisałem wcześniej, popadam w stany skrajne. Tak naprawdę w ciągu chwili jestem w stanie przejść od bezkresnej euforii po ciężki i okropny ból emocjonalny.
Przed chwilką rozmawiałem z moją stara przyjaciółką z którą kiedyś wariowałem na imprezach psytrancowych na kwasach i innych.
Wpadłem w straszny dołek, kiedy po raz kolejny słyszę że ktoś się żeni, ktoś się wyprowadził, przeprowadził, dzieci planują… a ja dalej samotny z moim nałogiem, stojąc w miejscu….to serce się kraja.
Dzisiaj trzymałem się dawek, pewnie to też jakoś tam wpływa na mnie, ale czuję się do dupy, skrajnie niesamowicie do dupy… i tak pewnie będę się czuł długi czas kiedy już rzeczywiście odstawię.

W pracy niby sukcesy, wczoraj fajny wypad na rower ale dzisiaj pierwszy dzień przed chwilą od bardzo dawna rzeczywiście chyba dopuściłem jakiekolwiek emocje do siebie i to boli… masakrycznie boli

EDIT…
Pisałem ten wpis, chwile neta pooglądałem zanim udostępniłem i wracam do pisania i mi przeszło totalnie… ale myślę że to co powyżej pisałem i tak gdzieś tam niestety siedzi i czeka ;/

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Teraźniejszość

 

Jest moc

07 sie

Dzisiaj bardzo aktywny dzień, na wszystkie komentarze odpiszę jutro bo jestem wykończony!

W pracy strasznie dużo roboty, ale bardzo fajnej więc czas leciał szybko.
Po pracy na 25 minut do domu i umówiłem się ze znajomym na rower… a roweru nie tykałem od ponad roku czasu. Pierwsza górka 2 km od domu i już myślałem żeby mu dzwonić że nic z tego, bo nawet na pod górkę ulicą nie mogę wjechać… ale przemogłem się pokonałem ból i dojechałem na miejsce spotkania, pojeździliśmy po lasach w okolicy…  łącznie chyba z 30 km. To jest cudowne że tak naprawdę nie trzeba daleko hen w góry jechać żeby pozwiedzać cudowne miejsca, zapomniałem że to takie cudowne!
Poniżej zdjęcie jednego z miejsc koło których przejeżdżaliśmy.

jezioro

Dzięki tej wycieczce udało mi się dzisiaj trzymać planu odstawienia… a nawet zszedłem bardziej niż zamierzałem + cały dzień bez benzodiazepin. Bardzo cieszę się z tego powodu, bo mogę powiedzieć że dzisiaj praktycznie na czysto, pierwszy raz od xxx czasu. Człowiek zapomina że recepta na równowagę jest zawsze taka sama….

Pewnie jak nie będę mógł zasnąć i tak na uśpienie lek na sen wezmę, ale ciesze się bardzo na to że zszedłem z kodeiny, jakby czuję że przełamałem kolejną barierę to znaczy, pokazałem „umysłowi” że można zejść jeszcze niżej.

Pozdrawiam!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Teraźniejszość

 

Moja historia

07 sie

Dodałem moją historię pod zakładką „O mnie„. Bardzo ciężko się to pisało, dużo emocji. Jest strasznie długa… tylko dla wytrwałych, dodam też wersję skróconą… bo serio bardzo się rozpisałem ale chciałem mieć całość w jednym miejscu. Może ktoś zrozumie co czasami kieruje ludzi do brania.

Dzisiaj nawet się udało… był fajny dzień! ;) Pomimo bardzo ciężkiej nocy, bo pól nie spałem, to było super.

Takie wylanie z siebie gówna pomaga. W tej historii są rzeczy o których mówiłem tylko raz i było to na terapii, a wcześniej trzymałem je w sobie przez lata. Teraz pisząc owszem było ciężko ale dzięki terapii udało mi się z nimi poradzić.

Gram ze znajomymi w World of Warcraft, na zmianę z oglądaniem dr. House, jako taki odpoczynek przed jutrzejszą pracą  ;)

 

To było 5 minut

05 sie

Nagle poczułem w głowie:
-kurde może jednak
-przecież to nie jest takie złe
-ten ostatni raz
-jutro już tylko 10
-taaaak, jutro już napewno juz tylko 10, a teraz jeszcze szybko i napewno ostatni
-wow czyli jednak można to brać z rozmysłem

Wszystkie inne myśli zniknęły, wziąłem 20 tabletek, a wcześniej już nasennie lek na sen. Ten lek chyba naprawdę wyłącza hamulce, jak każda benzodiazepina ale jakoś trzeba spać? Masakra.

Totalnie bezsensu:( zaraz po wzięciu wyrzuty sumienia… i tak w kółko.
Nie mogę się łamać… muszę pamiętać o tym że to ciągła wojna i bywa gorzej ;/

Dodam cytat z mojego „trip-raportu” z 18/06/2012 – 19:07 pięć lat temu:

„Dodam jeszcze że kodeina nie wciągnęła mnie na tyle żeby brać ją bardzo często. Zazwyczaj raz na tydzień albo raz na 2 tygodnie. Czasami zdarzają się dłuższe przerwy.

Pozdrawiam wszystkich którzy też lubią doświadczać nowych przeżyć ;>”

https://neurogroove.info/trip/kodeina-inna-ni-zwykle

Wnioski można szybko wyciągnąć jak człowiek myśli że wszystko pod kontrolą jest, kiedyś usiądę opiszę ten mechanizm, nieświadomego pogrążania się.
To moje jakieś stare konto, mam też inne i więcej „raportów” kiedyś pododaję. Tu mi chodziło o ten konkretny cytat.

Wpisy z „dawek” też będę dodawać chociażby dla własnego rozeznania będą pod kategorią „Licznik„, prosto można się przełączać między kategoriami i w razie czego takie wpisy wyłączyć bo pewnie trochę zaśmiecą stronę.
Jutro poczytam jak ogarnąć ten blog, może uda mi sieje zamieścić w całkiem innym miejscu żeby były oddzielnie.

Bardzo ciężko było mi to tutaj napisać, szczególnie że nawet mi tutaj głupio przyznawać takie rzeczy… bo miało być tak pięknie, ale cieszę się że o tym piszę, bo w głowie i tak pojawiła się typowa ćpuńska myśl:

„a może by tak skłamać i napisać że jest ok”

Napisałem to jeszcze będąc trzeźwym.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Licznik

 

Weekendowy chill

05 sie

Po części się udało, po części nie, ciągła wielka droga z wybojami. Nie ma czegoś takiego jak „przestrzeganie reguł”. Próbowałem już raz, rozpisać sobie co kiedy i ile biorę, nawet rozpisałem dawki… jak bezboleśnie wyjść z nałogu, nawet nie odczuwając skutków odstawienia. Jednak wszystkie pomysły jakie się pojawiają i wiara że się uda…. jest gdy jestem pod wpływem. W te kilka dni ogólnie raczej sprawę zawaliłem, przyszedł piątek poczułem „że trzeba wychillować” i wziąłem więcej niż planowałem, chyba trochę się oddaliłem ostatnimi czasy od odstawiania, wewnętrznie boli mnie to bardzo ale potem przychodzi ta godzina o której biorę… i… jak zawsze.

Zauważyłem że ponownie (tak jak kiedyś gdy poleciałem) „straciłem tożsamość”, znowu nie wiem kim jestem i co lubię. Z każdym wzięciem jaram się na coś innego. Raz chcę być DJ,em (mam konsolę), raz chcę tworzyć muzykę, raz ponownie chcę wrócić do tańca (byłem tancerzem sportowym przez 13 lat), raz jednak programistą i tutaj kolejne, moze programistą php, może od mobilnych rzeczy, może od stron www, może tworzenie gier?

Nie wiem kim jestem. Jest to straszne, pamiętam że kończąc terapię półtora roku temu wychodziłem stamtąd z podpisem na twarzy „Znam swoją ścieżkę, wiem co robić”. Byłem szczęśliwy. Teraz z każdym wzięciem czuję że jestem stworzony do czegoś innego… tak naprawdę cały czas nic nie robiąc. W głębi duszy wiem co chcę robić pewnie dlatego wciąż się trzymam i walczę… ale żeby to prawdziwie odczuć człowiek musi być czysty jakiś czas, żeby znowu wróciło szczęście.

Siedzę piszę ten blog a w głowie siedzi czy nie wziąć jeszcze troszkę więcej… to nawet nie zadziała bo nie ma prawa taka fizjologia… ale sam fakt, siedzę a w głowie tylko jedna myśl, która jest tak wielka i nie do zniesienia że pewnie ostatecznie i tak to wezmę. Mam na to sposoby… po prostu ciągle coś robić i to po godzinie albo dwóch głód minie… ale przetrwać tą godzinę to wielkie wyzwanie i to się dzieje kilka razy dziennie, a jednak i tak udało mi się redukować dawki… co jak dla mnie jest już „czymś”

Żeby to napisać to naprawdę musiałem przejść drogę jak na giewont tak wielką miałem niechęć… ale jak już zacząłem to chcę wyrzucić z siebie WSZYSTKO… dlatego tak długi wpis… a przecież książki nie napiszę…

Pewnie nie tylko ja tak mam że jak już się zacznie wyrzucać z siebie to leciiiii… i nie chce przestać…  8-)

Pozdrawiam

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Teraźniejszość