RSS
 

Z masakrą do przodu + mechanizm uzależnienia

17 sie

Poprzedni post pełen nienawiści do samego siebie… wszystko zrzucone na Państwo. Taką w tamtym momencie wymyśliłem sobie historię. To tak samo jak z tym że codziennie mam nowy sposób na życie. Nic nie jest stałe, jeden wielki miszmasz emocjonalny. Mógłbym usunąć poprzedni post bo patrząc trzeźwym sobą po części się z nim nie zgadzam, pozatym stwarza wiele kontrowersji ale tego nie zrobię, nawet jak jest to głupie to sam kiedyś na to spojrzę i powiem „Boże, jaka wtedy była masakra”. Ciągłe przechodzenie z jednaj szali wagi na drugą.
Nienawiść do systemu, a to że biorę to dwie osobne rzeczy. System był czynnikiem zapalającym bombę… której nie udało mi się rozbroić. Za co jeszcze bardziej nie lubię tego co się tutaj w kraju dzieje, ale bardziej jestem zły na siebie ze poleciałem przez taką błachostkę jak oszustwo ze strony Państwa… przecież każdy cierpi… każdego skubają… jestem jednym z wielu których w urzędzie miasta jakaś Pani oszukała i ma przez to problemy natury sądowej.

Piszę to wszystko.. nawet te posty kompletnie oderwane od rzeczywistości jak poprzedni, bo tak w danym momencie myślę. Pewnie jeszcze nie raz nie dwa dodam coś kompletnie przeciwnego od tego co np. pisałem kilka dni temu. Tak ma być… tak jest. Piszę co mam w głowie podczas próby odstawiania, a tam jak w mikserze.

A jak z ta próbą?
Jest po części zwycięstwo! Zrobiłem jak w poprzednim poście pisałem, wydłużyłem teraz okres trzeźwości do całych dwóch dni! Sukces!

I tutaj niestety zaczęły się problemy… jak w poprzednim poście wkurzałem się na to że w ogóle nie odczuwam skutków odstawienia tak dzisiaj…

8:00 – otwieram oczy,  chyba jestem w na basenie? po części tak, pływam we własnym pocie, w brzuchu kręci, w żołądku na wymioty, nie wiadomo z czym pierwszym pobiec do toalety… ale tak trzeba do niej dojść, coś nie gra… nogi nie grają, bolą… strasznie bolą, o Boże jaki to jest ból!…. każda jedna komórka nóg cierpi, uczucie podobne do tego jak ścierpną nogi, tylko 1000x mocniejsze i na obszarze całych nóg. Obrócenie się w łóżku pomaga. O tak! Przeszło! 5 sekund później wszystko wraca, trzeba się obrócić na drugi bok, ale boli też głowa, z każdym obrotem coraz mocniej. Nie da się leżeć, nie da się wstać, nie da się siedzieć, w każdej pozycji źle, każdy ruch pomaga na nogi ale głowa coraz bardziej boli, nie mogę przestać się ruszać, bo jak przestanę cierpię, kiedyś ktoś ten etap odstawiania nazwał „zaczyna się zapie$%^&anie na niewidzialnym rowerze 24/7″. Trochę tak było… Agonia, co robić? Brać? Próbować wytrzymać? Kurde jeszcze trochę do końca dnia… potem jeszcze jeden prawdopodobnie jeszcze gorszy od dzisiejszego a potem wolność. Już z godzinę dzisiaj wytrzymałem dam radę, a mamie powiem że źle się czuję. Patrzę na zegarek 8:03. Czas zatrzymał się w miejscu, wszystko przestało mieć znaczenie.

Nie wytrzymałem… wziąłem chyba po 20 minutach już nie dałem rady… pierwszy raz w życiu doświadczyłem czegoś takiego. Spełniła się moja prośba z poprzedniego postu… prosiłem o to żeby kodeina w końcu mnie zeszmaciła… i chyba to się stało.

Te dwa dni wytrzymałem dzięki temu panu i jego live:

Krzysztof Liegmann Live 

Mówi o takich prostych rzeczach… że znalazłem wczoraj siłę…. by nie brać… dzisiaj również tą siłę zbiorę na kolejne dwa dni… wierzę w to że katując się tak objawy co te 2 dni będą coraz mniejsze… aż w końcu będę mógł pisać posty w które szczerze wierzę, które nie będą miksem wszystkiego i niczego.

Powyższy live polecam każdemu, niesamowity człowiek! W kierunku odstawienia to zacząłem też kilka dni temu medytować. Oczyszczać się energetycznie szałwią, znalazłem swój stary kamień mocy ametyst. Który sam mnie kiedyś znalazł, ale to historia na inny wpis.

Pozdrawiam!

Ps.
~greenzoe - dzięki za komentarz do poprzedniego trochę mnie otrzeźwiło ;)

Ps. 2 MECHANIZM UZALEŻNIENIA
Dodałem pierwszy wpis o Mechanizmie uzależnienia w zakładkach u góry -> CLICK
Dużo nie ma bo temat bardzo ciężki do opisania, ale pierwszy krok w kierunku tego żeby było to zrozumiałe już zrobiony ;)

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Teraźniejszość

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Stanisław Górny

    17/08/2017 o 11:35

    Odwyk zawsze na początku niesie ze sobą okropne następstwa,ale warto się przemęczyć. Już wola walki z uzależnieniem jest twoim sukcesem a za nim przyjdą kolejne,czego ci życzę. Pozdrawiam serdecznie i trzymam za ciebie kciuki.

     
  2. ~Paweł

    17/08/2017 o 12:24

    Z tym usprawiedliwianiem się, zwalaniem na innych naszych niepowodzeń chyba każdy ma problem – jeden mniejszy, drugi większy.
    Ważne, żeby w końcu przyznać, tak jak to robisz, że zazwyczaj najwięcej zależy od nas, bo wtedy można ruszyć z miejsca.

     
  3. ~greenzoe

    18/08/2017 o 19:44

    Nie ma za co :-)

     
  4. Blue Daenerys

    21/08/2017 o 20:42

    Witaj, jestem tutaj po raz pierwszy i jestem pod wrażeniem Twojego blogu, tego, co pragniesz tutaj opisać. Już samo przyznanie się do tego, że bierzesz to wielki sukces, a to, że potrafisz wytrzymać te dwa dni to ogromna siła walki w Twoim wnętrzu… to piękne.

    Cóż, przypomina mi się bardzo lubiany przeze mnie Ryszard Riedel i jego historia, potem Jimi Morrison… Co prawda inne czasy, inne pobudki i inna historia, ale kiedy czytam Twe wpisy odnoszę wrażenie, że jesteś równie inteligentnym emocjonalnie człowiekiem…

    Wpis przypomniał mi stare czasy, stare… może nie tak do końca stare, licząc, że mam pierwsze „dzieścia” lat dopiero, jednak eh… chodzenie po ścianach, kiedy to było… wymioty, ból brzucha i okropnie silne zawroty głowy. Nie, nie byłam narkomanką, alkoholiczką ani nic z tych rzeczy, „zwykła” nerwica, syndrom dziecka,które ratuje rodzica, objawy psychosomatyczne… pewnego razu trafiłam do szpitala… do tego zachwianie sensu istnienia…
    Nie wiem ile to trwało, nie pamiętam dokładnie, ale więcej niż 4 lata, skończyło się dopiero rok temu, równy, w sierpniu. Teraz mam powiedzmy, w miarę stabilną sytuację, choć dziś znów bolał mnie żołądek. Boje się tego… czasem jeszcze lekko to odczuwam, przy napięciu czy stresie.
    Ale wracając do Ciebie… jeśli mogę zapytać, chodzisz na jakąś terapię odwykową? A może byłeś?

    Ja poza tym studiuję psychologię i bardzo ją lubię, zaczynam inaczej patrzeć na to, co przeżywałam i wyciągać z tego już konkretne, bardziej „naukowe” jeśli tak to można nazwać, wnioski.( I choć wielu ludzi uważa, że na ten kierunek idą ludzie by pomóc sobie to jednak powiem, że się mylą, bo studia to naukowe podejście, a nie terapia.) Czytałam, że jesteś na informatyce, trudny kierunek, wymagający, to też gratuluję studiowania tego :)

    Troszkę się rozpisałam, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe… Jeśli chcesz to zajrzyj do mnie na blog, a jeśli chciałbyś hasło do moich zahasłowanych wpisów, napisz na maila, odpowiem :)

    Pozdrawiam.

     
  5. ~greenzoe

    05/09/2017 o 23:25

    Hej co się z tobą dzieje? :) Kiedy kolejny wpis? :)