RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2017

Dni, miesiące, lata… a ja wciąż w miejscu

28 gru

Szybko zacząłem blogować i szybko skończyłem… to nie ze względu że mi się odechciało… miałem wrażenie że w pracy gdzieś zalogowałem się na swojego maila na którego przychodzą powiadomienia z tego bloga… i że wszyscy się dowiedzieli.

Tak się zestresowałem że ukryłem wszystkie wpisy. Prawdopodobnie po prostu sobie wkręciłem… dużo rzeczy sobie ostatnio wkręcam. Patrzę na wpisy z września… patrzę na pamiętnik ze stycznia 2017 i wszędzie tylko jedno: „już prawie, coraz bliżej, odstawiam bo z dnia na dzień coraz gorzej”.

BAM i jest sylwester… jakbym w ogóle nie przestał blogować, jak by nie było tych miesięcy kiedy nie pisałem.

O ile „już prawie i coraz bliżej” teraz widzę że to tylko ściema mózgu tak „z dnia na dzień coraz gorzej” już nie jest ściemą. Minęły kolejne miesiące… KOLEJNY ROK… rok oszukiwania samego siebie, że nie ma źle, że jestem już na końcówce uzależnienia A MIJAJĄ LATA i nic się nie zmienia. Jedynie dawki, biorę coraz większe i coraz częściej.

Nie wiem co począć, chciałbym wam opisać czym jest uzależnienie, kiedyś się łudziłem że potrafię to zrobić. Pamiętam komentarze typu „zepnij się i dasz rade”.

Heh jak by to było takie proste to nie było by takiego czegoś jak nałóg, a odsetek ludzi którzy sukcesywnie przestali brać narkotyki nie wynosił by 6 – 9 %, a może coś koło 90%. Kolejna rzecz która wiruje w czaszkę niczym wiertarka… to wieść że z uzależnienia wychodzi około 6-9%. Wiele się czyta o programach które kończy aż 30% uzależnionych… tak ale tutaj jest słowo klucz KOŃCZY. Koniec programu to nie koniec uzależnienia, 70-80% uzależnionych którzy ukończyli program wraca do uzależnienia, co daje nam magiczne cyferki 6-9%.

Nawet podczas terapii nie wiedziałem jakim cudem takie małe cyfry… skoro jak przeszedłem całą terapię a ze mną conajmniej 50% ludzi co tam byli… dopiero teraz to czuję… kiedy mimo terapii, całej tej ogromnej wiedzy o uzależnieniu, mimo tego że wiem jak sobie z tym radzić, tego że znowu zawalam studia, że znowu zawalam pracę, zawodzę rodzinę, na głowie kredyt za mieszkanie, niesamowite perspektywy rozwoju w pracy, pieniądze lecące strumieniem… mimo tych wszystkich rzeczy… dziennie wstaję rano idę do apteki dwie paczki szczęścia proszę… popołudniu to samo i w nocy lek na sen i spać.

W między czasie mimo wszystko znajduję silę na rozwój osobisty… ale czym on jest w ciągu? Mimo że w pracy kariera się kręci maksymalnie, na studiach pomimo niechęci wciąż daję radę, nawet wieczorami ćwiczę… ALE to jedno wielkie oszukiwanie siebie.

Mam już tego dosyć, byłem u lekarza po pomoc, przepisał więcej leku na sen… mówi że najważniejsza jest odstawienie kodeiny, a lek na sen mogę brać narazie… i powiedział że zanim coś pocznie musi mnie lepiej poznać… dobrze go rozumiem… 10 stycznia mam spotkanie, nie mogę się doczekać, bo mam wrażenie że wariuję, codziennie czuję się coraz bardziej walnięty, moja nerwica w tym nie pomaga, raczej wszystko napędza. Chcę go poprosić o leczenie programem na buprenorfinie. Dzięki temu dam odpocząć organizmowi, odzwyczaję się od ciągłej chęci euforii… i w końcu będę mieć trochę pieniędzy dla siebie, bo miesięcznie na to wydaję takie kwoty ze szkoda gadać. Podobno odstawienie tego może być gorsze od heroiny, ale wolę brać to i odstawiać wraz z lekarzem niż tkwić w miejscu oszukując siebie że odstawiam kodeinę.

To tyle odemnie, będę tutaj częściej zaglądać, pisać o tym jak z dnia na dzień obiecuję sobie to samo. Pisałem czasami w swoim pamiętniku… będę to po prostu robić na blogu, może komuś się odwidzi i nie zapali tej trawki, nie wyluzuje się tym bronkiem, sprawdzi czy zachowanie dziecka nie jest dziwne zawczasu, czyli coś na co ja za małego nie mogłem liczyć.

Zapas na kilka świątecznych dni
zapas